Premier Donald Tusk ogłosił, że celem rządu na czele którego stoi, jest wejście
Polski do strefy euro w 2011 roku.
Nie będzie to proste. Najbliżej spełnienia warunków wejścia do strefy euro
byliśmy parę lat temu ale wtedy zabrakło deklaracji, że tego chcemy. Taka
deklaracja musi być bowiem złożona zawczasu, a wtedy nawet się nie
spodziewaliśmy, że spełnienie ich będzie możliwe. Teraz sytuacja jest pod tym
względem trudniejsza, gdyż Polskę dotknęły już skutki światowego kryzysu.
Warunki są takie same ale spełnić je trudniej. Stąd wiele głosów wątpiących, by
udało się tą deklarację zrealizować. Zwłaszcza, że czasu jest w takim wypadku po
prostu mało.
Aby deklaracja premiera Tuska mogła być zrealizowana, Polska
powinna wejść na drogę wiodącą do euro już w przyszłym roku. W poczekalni pod
nazwą ERM II spędzilibyśmy dwa lata, dbając o wypełnienie wszystkich związanych
z przyjęciem euro kryteriów, przede wszystkim stabilności kursu złotówki.
Ale najpierw podjęta być musi w tej sprawie decyzja polityczna. I wcale nie
będzie to proste. Przeciwna jest jej największa partia opozycji i prezydent.
Dotąd rząd unikał jakichkolwiek konkretnych dat. Pewnym usprawiedliwieniem
na jakie mógł się powołać był trudność uzyskania politycznej zgody na
wprowadzenie euro (o tym już pisaliśmy) ale są jeszcze inne powody. Wchodzenie
do euro to konieczność bardziej restrykcyjnej polityki budżetowej. Czego tak
naprawdę żaden rząd nie lubi. I realna groźba wzrostu cen, bo zwykle nie udaje
się go przy wprowadzeniu euro uniknąć.
W tym wypadku strach ma co prawda
wielkie oczy, jak pokazują statystyki i najczarniejsze prognozy zwykle się nie
spełniają. Odczucie, dość powszechne, że ceny po wprowadzeniu euro są dużo
wyższe oparte są na tych przypadkach, gdzie tak jest w rzeczywistości, a tam,
gdzie tak nie jest ,zwykle się tego nie dostrzega.
O ile więc wprowadzenie
euro ma swoich zwolenników i przeciwników, to sam proces jego wprowadzania
zawsze budzi obawy opinii publicznej. To się może przełożyć na poparcie dla
rządu i na przykład przegrane wybory. A w międzyczasie będą wybory prezydenckie.
Spodziewano się więc dość powszechnie, że decyzja zostanie odłożona „na potem”.
Tak się jednak nie stało. Deklaracja padła. Czy uda się ją zrealizować? To
się okaże. Ale przypomnieć trzeba, że euro wprowadzić i tak musimy.
Zobowiązaliśmy się do tego przystępując do Unii Europejskiej. Wybór jakiego
Polska musi dokonać to nie wybór czy ale kiedy. Być może na decyzje wpłynęło
piłkarskie Euro 2012. Gdyby euro wprowadzono w 2012 większość gości z zagranicy
nie musiałaby wymieniać pieniędzy.