|
|
Smaki Nowego Świata
To była druga podróż w jaką zabrał nas opiekun naszego
Klubu Smakoszy Wina, pan Łukasz Lenarczyk z firmy dobrewina.pl. Po Europie przyszedł
czas na Nowy Świat. Wybraliśmy się zatem w podróż do obu Ameryk oraz… na
południowy skraj Afryki.
Tylko nie opowiadajcie o tym dzieciom! To na lekcji geografii grozi pałą, a
tłumaczenie skąd one to wiedzą przysporzy nam kolejnych i być może jeszcze
większych kłopotów. Na szkolnych lekcjach geografii Nowy Świat to po prostu obie
Ameryki i na tej wiedzy dzieci mają poprzestać, tak będzie dla nich i dla nas
lepiej. Póki nie ukończą osiemnastu lat. Winiarze patrzą na świat inaczej, dla
nich Nowy Świat to zarówno obie Ameryki, jak i południowa Afryka oraz Australia
i Nowa Zelandia. To świat, który oni dla winnych szczepów musieli odkryć.
Odkryli już dawno i efekt jest taki, że może te najbardziej snobistyczne gatunki
wina to wciąż te europejskie ale jeśli opierać się o kryteria smaku tylko, to te
z Nowego Świata w niczym już tym europejskim nie ustępują. I białe i czerwone,
bo i jednych, i drugich próbowaliśmy. Często mają pod względem smaku swoje
bardzo nawet dokładne odpowiedniki. Nie ma więc sensu mówić, że wolę te lub
tamte. Warto spróbować i jednych i drugich, bo naprawdę nie wiadomo, wśród
których znajdziemy te nasze ulubione. A może i tu, i tam? I po to są właśnie
takie spotkania, jak to, by się na drodze do odkrycia tego naszego ulubionego
wina posunąć o kolejny krok. To zresztą droga, na której wcale nie musi być
mety. Może też tak być, że dziś uważamy, że odnaleźliśmy już to swoje ulubione i
nagle okaże się, że trafiliśmy… na jeszcze lepsze. Z dalszych poszukiwań nie
należy więc nigdy rezygnować. Zwłaszcza, jeżeli nadarza się okazja, aby to
zrobić w dobrym towarzystwie. Więc skorzystaliśmy, poszukiwania prowadziliśmy w
gronie klubowiczów i naszych przyjaciół w siedzibie firmy dobrewina.pl która nas
zaprosiła w podróż w strony rzeczywiście odległe ale dla nas fizycznie była to
tylko podróż na Wyczółki. Dalej podróżowały nasze podniebienia, bo aż do Chile i
Argentyny. I do Nowej Zelandii. I ciut bliżej: do Kalifornii i do Republiki
Południowej Afryki. I bardzo nam się ten sposób podróżowania, przyznajemy,
spodobał. Odbywaliśmy tą podróż w gronie rzeczywiście dobrym, bo poza
klubowiczami wśród tych którzy się w tą podróż udali był i senator Stanisław
Piotrowicz z żoną, i jeszcze paru dziennikarzy. Tak dla porównania zaserwowano
nam wino, które wtedy w czasie naszej poprzednie wyprawy (tej europejskiej)
wzbudziło nasz największy aplauz i to włoskie musujące wino truskawkowe
Fragolino Abbazia, znów zdaniem przeważającym (acz nie jednogłośnie) w roli
faworyta się ostało. Letnia pogoda (tego dnia rzeczywiście letnia ale letnia
przyjemnie) też na to wpływ mieć musiała. To pogoda na wino o lekkim
orzeźwiającym smaku, a to takie właśnie było. Właściwie jest, bo jeszcze się
ostało w szafce. Na razie, póki co. Był czas na próbowanie wina. Był czas na
rozmowy. Wino rozmowom sprzyja, o ile go nie nadużywamy. I o wielu winnych
tajemnicach lub po prostu ciekawostkach można się było dowiedzieć od naszych
gospodarzy ale rozmawialiśmy nie tylko o winie. Arcyciekawym rozmówcą okazał się
pan senator. Duszą towarzystwa była prezes Europejskiego Forum
Przedsiębiorczości Barbara Jończyk. Anegdotami sypał redaktor Ryszard Lassota.
Miły, udany wieczór w dobrym towarzystwie. Do powtórzenia. Już o tym
rozmawialiśmy. Kiedy? Chyba na początku września. Może tym razem w plenerze? A
jeśli w plenerze, to może… No dość, nie zdradzajmy zbyt wiele od razu!
Była też oczywiście okazja, aby te wina nabyć po specjalnych (niższych
oczywiście) cenach i wielu z nas skorzystało by zaopatrzyć się od razu
w to, co w czasie tej podróży do Nowego Świata odkryli. Więc jeszcze
raz zachęcamy aby wyrobić sobie kartę naszego Klubu Smakoszy Wina,
którą wszyscy klubowicze mogą otrzymać nieopłatnie (to klubowy
przywilej), a która uprawnia ich do takich tańszych zakupów bez żadnych
zobowiązań. Zainteresowanych (tych, którzy jeszcze jej nie mają)
prosimy o kontakt z biurem klubu.
I nie zapomnijcie wina schłodzić przed użyciem. Zwłaszcza latem. Czerwone
chłodzić należy przynajmniej trzy godziny i warto je otworzyć (można też przelać
do karafki). Odwdzięczy się. Jak postoi i dzień, też nie zaszkodzi. Dłużej?
Dłużej nie wytrzymamy, przecież otwieramy je po to, aby je wypić – więc nie ma o
czym dyskutować.
Obejrzyj także galerię zdjęć ze spotkania
(kliknij)
21 lipca |
|
|