|
|
Co dalej z Traktatem z Lizbony i przyszłością
UE ?
Z Declanem Ganleyem, liderem obozu przeciwników traktatu w Irlandii debatowali
na Foksal Paweł Świeboda, prezes demosEUROPA oraz Michał Kobosko, redaktor
naczelny Newsweek Polska. Zarazem organizatorzy debaty. Tematem debaty było
postawione w tytule pytanie. Objęliśmy nad nią jako Klub patronat medialny.
Odpowiedź na to pytanie jest nie tylko bardzo ważna ale też bardzo pilna. A los
kolejnej próby reformy Unii, choć dotyczy ona wszystkich jej krajów,
rozstrzygnie się właśnie w Irlandii. I stąd obecność przeciwnika traktatu jako
uczestnika tej debaty. Nie było wątpliwości, że Declan Ganley przekonać się do
traktatu nie da ale można było skorzystać z okazji, by poznać jego argumenty. By
zrozumieć, dlaczego traktat w irlandzkim referendum przepadł. Czy chodziło o
traktat, czy może o coś innego?
I zrozumieć, czego chcą jego
przeciwnicy. Jeśli chcą innej Europy, to jakiej, bo od tego zależy, czy możliwy
będzie jakiś kompromis. Nie wiedząc tak naprawdę, co było przyczyną odrzucenia
traktatu, trudno zaproponować jakieś rozwiązanie.
Czy zbliżyliśmy się
do odpowiedzi? I tak, i nie.
Irlandczyk szybko wyrwał się spoza stołu,
za którym usadzono go na podwyższeniu razem z pozostałymi uczestnikami debaty.
Na stojąco zaczął przemawiać i po prostu rozmawiać z salą. Do takiego stylu
debaty nie jesteśmy przyzwyczajeni. Jest on zwyczajny dla Ameryki ale nie u nas.
U nas (także w Polsce) jest większy dystans. Tak u nas zachowują się niekiedy
politycy partii marginalnych ale nie ci z pierwszych stron gazet. Ten nasz styl
nie jest jednak wcale lepszy, właściwie to on jest powodem podziału na my i oni,
obecnego nie tylko w Polsce.
Przed nami stanął więc człowiek, który nie
tyle chciał się spierać na argumenty ale nas przekonać. Udało mu się? Zanim
spróbujemy odpowiedzieć na to zasadnicze pytanie, zacznijmy od tego, że mocno
podkreślił, że nie jest nacjonalistą. Kimś, kto chciałby odizolować na powrót
Irlandię od Europy. Nie o to mu chodzi. W poprzednim referendum, tym, w czasie
którego głosowano nad traktatem nicejskim, nie tylko głosował za ale i czynnie
uczestniczył w akcji przekonywania Irlandczyków do takiego głosowania. Wtedy
Irlandczycy głosowali dwukrotnie. Za pierwszym razem powiedzieli nie. Za drugim
już tak. Mocno też podkreślił swoje, także rodzinne, związki z Europą. Również z
Polską, jeden z jego przodków był w czasie pierwszej wojny światowej legionistą
Piłsudskiego. W tym sformułowaniu to chyba nie padło ale było oczywiste, że o
ile czuje się przede wszystkim Irlandczykiem, to także Europejczykiem. I chyba
nie ma powodu mu nie wierzyć. Co więc skłoniło go do wystąpienia przeciwko
traktatowi i stanięcia na czele obozu głosujących na nie? Treść tej konstytucji.
Nie negował samego pomysłu. Pomysłu, by to wszystko ująć w jednym akcie, jakoś
uporządkować ale to, jak to zrobiono. Rezultat. Wsłuchując się w jego argumenty
uważniej, można było jednak zauważyć, że właściwie powtarza jeden i ten sam.
Albo, że jeden jest rzeczywiście ważny. Brak demokracji. I tu przekonał. Bo w
istocie jest to problem dziś w Unii najważniejszy. Nie jest to dobrze rozwiązane
dzisiaj. Nie jest to dobrze rozwiązane w traktacie Lizbońskim. Ktoś może uważać,
że lepiej jest teraz niż proponują rozwiązania traktatu Lizbońskiego. Ktoś
odwrotnie. Ale dobrze i czytelnie to nie jest rozwiązane i tu, i tu. Zgoda na
ten zarzut nie oznacza zgody, co do rozwiązania. Bo rozwiązanie może być
dwojakie. Albo osłabienie, rozluźnienie Unii, która stanie się tylko związkiem
państw. Albo przeciwnie, zbudowanie silnej tożsamości Unii z własnymi, w pełni
samodzielnymi organami, mającymi mandat nie od państw ale od ich obywateli. To
drugie rozwiązanie z pewnością by się Declanowi Ganleyowi nie spodobało, choć
jest w istocie czytelniejsze. I oczywistsze. Różne badania (prowadzone nie tylko
w Polsce) pokazują, że Unia i jej organy cieszą się całkiem sporym zaufaniem,
często wyższym niż te krajowe ale wiąże się to też z ich dość ograniczoną rolą i
po prostu nieznajomością działania mechanizmów Unii. Ta nieufność pojawia się
wtedy, gdy mówi się o rozszerzeniu ich kompetencji. Na swoje krajowe organy
władzy patrzymy często z dużym krytycyzmem ale mniej więcej rozumiemy jak
działają. Jak działają te europejskie, co im wolno, a co nie – nie za bardzo.
Proponując nowe rozwiązanie powinniśmy się więc na coś zdecydować. Pójść w tę
lub tamtą stronę. Na określenie tego czym jest dziś Unia Guliano Amato użył
słowa hermafrodyta. Trafił w dziesiątkę. Guliano Amato jest współautorem (choć
się tym specjalnie nie chwali) i odrzuconego już Traktatu Konstytucyjnego. I
będącej jego poprawioną wersją Traktatu z Lizbony. I chyba w tym niezdecydowaniu
jest problem. Wyszło coś, co nie budzi niczyjego zachwytu ale za to budzi sporo
obaw.
Czy powtórka referendum w Irlandii ma szansę? Czy ma w ogóle
sens? Można odnieść wrażenie, że większość polityków w Brukseli i nawet tak
rządów tak to sobie wyobrażała. Irlandczycy się zawstydzą i zagłosują za, by nie
być czarną owcą w Europie. Po tym spotkaniu trudno mieć wątpliwości, że nie ma
to żadnego sensu. Jeśli nawet Irlandczyków da się skłonić do powtórnego
głosowania, to i tak zagłosują na nie. Była w tym chyba odrobina złośliwości,
ale Declan Ganley nie omieszkał zwrócić uwagi, ż popierający traktat irlandzki
rząd jest skrajnie niepopularny, bo obwiniany jest o nieradzenie sobie z
kryzysem, który dotknął Irlandię. Na ile słusznie jest o to obwiniany, to trudno
z tej perspektywy ocenić ale sondaże nie pozostawiają wątpliwości, że rząd
popularny nie jest. Wprost przeciwnie. Złość zaś jest tym większa, że kryzys
przyszedł po długim okresie pomyślności i rekordowego wzrostu gospodarczego.
Jeszcze zresztą niedawno i w Polsce mówiło się o naśladowaniu irlandzkiego
sukcesu. O budowaniu drugiej Irlandii. Lepiej wiec na Irlandię nie naciskać, bo
może to tylko pogorszyć sprawę.
A czy jest jakaś szansa? Dość
nieoczekiwanie pomysł podsunął sam Declan Ganley. Myśli on bowiem o starcie do
Parlamentu Europejskiego (co jest jeszcze jednym dowodem na to, że z pewnością
nie jest skrajnym eurosceptykiem) i nawet o czymś więcej. O stworzeniu obozu
ludzi myślących o Europie podobnie jak on. O założeniu podobnych ruchów bądź już
nawet partii we wszystkich krajach Unii. Także w Polsce. Spoiwem miałby być
sprzeciw wobec traktatu z Lizbony. I stąd jego propozycja, by traktat z Lizbony
stał się jednym z tematów kampanii wyborczej. A skoro ma być tematem, to nie
można jego ratyfikacji traktować jako sprawy już zamkniętej. Zresztą to pytanie
nawet padło. Zadał je obecnym na sali. Czy chcielibyście, aby traktat był w
także Polsce poddany pod referendum. Sporo rąk poszło w górę. Jaki jest sens
głosowania w Polsce, skoro odrzucenie go przez Irlandię czyni traktat martwym? W
istocie niechcący przeciwnik traktatu sam uchylił furtkę do jego ratyfikacji.
Zgodnie z coraz powszechniejsza praktyką debata prowadzona była w
języku angielskim. Może trochę szkoda, że ze względu na gorący przecież temat
nie zapewniono jej tłumaczenia. Ale z drugiej strony tłumaczenie pozwalając
sięgnąć po słuchawkę sporo odebrałoby wystąpieniu gościa z Irlandii. Nie tak
łatwo znaleźć na poczekaniu odpowiednie słowa i każde tłumaczenie na żywo jest
tylko próbą. Nie zawsze trafioną. Na frekwencję to zresztą nie wpłynęło. Sala
centrum prasowego na Foksal była pełna.
23 września |
|
 Declan Ganley, lider przeciwników traktatu w Irlandii |
 red. Michał Kobosko, Newsweek Polska |

| | Zobacz więcej!! |
|
|